Posty bez odpowiedzi | Aktywne tematy Dzisiaj jest śr lis 22, 2017 12:14 pm



Odpowiedz w temacie  [ Posty: 39 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1, 2, 3  Następna
 Praca na konkurs. 
Autor Wiadomość
Awatar użytkownika

Rejestracja: sob sie 26, 2006 3:33 pm
Posty: 141
Lokalizacja: oels
Post 
Ależ ja się nie urażam.
Za tydzień wyniki, zobaczymy.

Napisałam jeszcze jedną pracę, na inny konkurs. Z mojego punktu widzenia z lekka "przesłodzona".

_________________
Life is to short so take the time and appreciate.


pt kwie 11, 2008 2:51 pm
Wyświetl profil WWW
Szajkowiec
Awatar użytkownika

Rejestracja: pt lis 09, 2007 5:09 pm
Posty: 4045
Lokalizacja: lublin
Post 
to dawaj,ale juz :lol: :lol: :lol:

_________________
-To już nie chcesz rozbebeszać worków?-wyzłośliwiła się słodko Alicja.


pt kwie 11, 2008 5:04 pm
Wyświetl profil
Grupa trzymająca władzę
Awatar użytkownika

Rejestracja: sob sie 26, 2006 3:42 pm
Posty: 24905
Lokalizacja: Za Wielka Woda
Post 
no wlasnie! :)

_________________
* * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * *
"zycie jest za krotkie by zyc byle jak..."
* * *
"Love is better than anger. Hope is better than fear. Optimism is better than despair. So let us be loving, hopeful and optimistic. And we’ll change the world."/Jack Layton/


pt kwie 11, 2008 10:25 pm
Wyświetl profil WWW
Awatar użytkownika

Rejestracja: sob sie 26, 2006 3:33 pm
Posty: 141
Lokalizacja: oels
Post 
Im więcej krytyki, tym lepiej. Chce coś z tym zająć :lol:

Temat pracy: Przyjaźń nie zna granic.

I.
Kolejny zżółkły liść opadł swobodnie na ziemię. Słońce schowało się za pierzastymi chmurami, a wiatr – niczym spóźniony słowik – gnał, rozwiewając włosy przechodniów na wszystkie strony. Jesień. Jak zwykle Hanna siedziała na parkowej ławce, zaczytana w kolejnej, bądźmy szczerzy – nudnej i bezsensownej książce. Oczywiście bezsensowna była tylko dla tych, którzy mieli własne sprawy i nie interesowało ich nic poza praca. Zabiegani i zmęczeni, nie mieli czasu, by tracić go na czytanie. Pewnie dlatego też nie mieli przyjaciół. Kupowali w sklepach rzeczy gotowe, a nie ma magazynu czy działu z przyjaciółmi. Mieli zbyt mało czasu, by cokolwiek poznać. Jednak dla Hanny lektura była ponowną, bezowocną próbą zamazania przeszłości i zapomnienia o problemach.
Była inna niż wszystkie nastolatki. Nie skupiała się na tym, by ubiorem i wyglądem zwrócić na siebie uwagę innych. W szkole osadzała się w cieniu „gwiazd”, z książką w ręku. Nie chodziła nigdy na żadne spotkania klasowe. Wolała w pełni oddać się lekturze. Nie topiła smutków w alkoholu i przemocy. W takich chwilach rozdygotana i we łzach, sięgała po książkę. Jednym słowem: kochała czytać. Dzięki temu mogła wreszcie wyrwać się z dusznego labiryntu rzeczywistości.
Wiatr zawiał ponownie, sprawiając, że jej ciemne blond włosy wpadały do szarych - jakże pięknych oczu, zahaczając po drodze o złote klipsy i naszyjnik z kryształem górskim. Nie zauważyła, że zrobiło się ciemno. Oderwała na chwilę wzrok od książki, by spojrzeć na zegarek. Białe wskazówki pokazywały godzinę dwudziestą trzecią. Przeraziła się – już od dawna powinna być w domu! Zamknęła książkę i schowała ją pod swoją czarną kurtkę, po czym biegła przez zaciemnione uliczki w stronę domu. Nie stawała ani na chwilę; nie zwracała najdrobniejszej uwagi na jesienny krajobraz parku i piękne, kolorowe liście. Teraz jej jedynym celem było jak najszybciej wrócić do domu.
Zbliżając się do furtki, usłyszała podniesione głosy rodziców. Kolejna awantura. Z tego, co udało jej się usłyszeć, tym razem kłócili się o to, kto lepiej wychowuje dzieci. W istocie potrafili pokłócić się nawet o najmniejsze głupstwo. Rozsypany cukier lub niepozmywane naczynia były idealnym pretekstem do hałaśliwej wymiany zdań. Dziewczyna weszła do mieszkania tylnymi drzwiami od strony ogródka. Nawet nie usłyszeli. Poszła na górę do swojego pokoju, jednak już na schodach usłyszała płacz swojej dwuletniej siostry. Rzuciła torbę na próg, pochyliła się nad łóżeczkiem i próbowała uspokoić:
- Luiza… już, cichutko, jestem tutaj. Nie płacz malutka – próbowała mówić do niej. – Gdybyś tylko wiedziała, co się tutaj dzieje… Rodzice sprzeczają się na dole o to, kto lepiej nas wychowuje, a tymczasem parę metrów dalej ich dziecko płacze. Dzieci… - po policzku popłynęła jej gorzka łza, pozostawiając za sobą mokry szlaczek. – Nie zauważyli mojej nieobecności i późnego powrotu. W całości pochłaniają ich sprzeczki. Od roku, dzień w dzień, przeżywam to samo. I chyba już dłużej tego nie zniosę. Chcę uciec od tej pełnej sprzeczności rzeczywistości. Ale czy to jest w ogóle możliwe?
Luiza przestała płakać, zasnęła. Hanna odłożyła ją z powrotem do łóżka. Po chwili namysłu sięgnęła po telefon i wykręciła najważniejszy dla niej numer. Numer do Krzysztofa.
Krzysztof był wysokim, niebieskookim blondynem – dwudziestoletnim studentem wydziału skandynawistyki z Poznaniu. Podobnie jak Hanna – interesował się literaturą i językiem fińskim. Ale nie to jest istotne. Znali się od czterech lat. Był jej najlepszym, a zarazem jedynym prawdziwym przyjacielem. Doskonale znał jej rodzinę i zdawał sobie sprawę z ich problemów.
Odebrał. Zapytał zaspanym głosem:
- Tak? – ziewnął - Słucham?
- Oh, przepraszam Cię najmocniej. Nie zdałam sobie sprawy, że jest już późno – w jej głosie dało się słyszeć rozczarowanie i łzy, które nie pozwalały jej mówić.
- Nic nie szkodzi. Ale, co się stało? Czemu masz taki głos?
- Znowu. – Hanna gwałtownie wybuchnęła płaczem.
Krzysztof domyślił się, o co chodzi.
- Za piętnaście minut.
Odłożył słuchawkę. Jedno jej słowo wystarczyło, by odpowiednio zareagował. Oni mieli nawet swoje miejsce, gdzie się spotykali – czarna ławka z widokiem na park nieopodal Jeziora Maltańskiego. On zawsze podtrzymywał Hannę na duchu w trudnych dla niej chwilach. Był z nią na dobre i na złe, w każdej potrzebie, był jej jedynym oparciem. Dziewczyna niejednokrotnie mówiła, że jest jedyną osobą, która trzyma ją przy życiu. Chłopak wtedy żartował, że po to jest.
Hanna wyszła z domu tak, jak weszła – przez ogród. Sprawnie przeskoczyła przez metalowy płot i pobiegła do parku. Krzysztof już tam czekał. Zauważył dziewczynę i wstał z ławki. Hanna przyśpieszyła i niczym strzała wystrzelona z łuku wbiła się w jego ramiona, po czym wylała z siebie morze żalu i pytań:
- Dlaczego?! Dlaczego właśnie ja?! Czym sobie na to zasłużyłam?! Czemu jestem winna?! – pytała żałośnie.
- Hanka, uspokój się. Usiądź i opowiedz mi od początku.
Usiedli. Dziewczyna zaczęła mu opowiadać, że ma dosyć wszystkiego. Nie ma już siły na dalsze awantury w domu. Codziennie od niespełna roku przeżywa to samo. Musi znosić humory ojca, który jest nietolerancyjny w stosunku do jej literackiego zamiłowania. Opowiedziała mu także, jak kiedyś ojciec upił się, wszedł do pokoju, przewracając kołyskę Luizy i zaczął demolować pokój. Wyrywał kartki z książek i podręczników, przeklinając przy tym na wszystko, na cały świat.
- Nie rozumiem, jak można być tak naiwnym? Przez ponad rok wierzyłam, miałam nadzieję, ze to się wreszcie skończy. Rok czekałam na to, by zrozumieć, że spokój w tym domu jest niemożliwy. Żyłam w nadziei… Jaka ja byłam głupia.
- Nie mów tak nawet – przerwał jej – nie jesteś głupia. Jesteś zwyczajnie w trudnej sytuacji rodzinnej. A ja jestem po to, by ci pomóc. - Hanna spojrzała na niego swymi szarymi, mokrymi od łez oczyma. - Mam coś dla Ciebie – dodał.
Krzysztof wyciągnął z kieszeni piękną, srebrną bransoletkę, po czym wziął dłoń dziewczyny i umieścił ją na jej nadgarstku.
- Przyrzeknij mi, że wytrzymasz i nie zrobisz głupstwa.
Hanna nie wiedziała, jakich słów powinna użyć. Zwyczajnie oniemiała. Po chwili bezruchu i milczenia rzuciła się chłopakowi na szyję. Głosem pełnym wzruszenia i szczęścia odpowiedziała mu:
- Przyrzekam.
Po chwili dodała proste, ale jakże wdzięczne:
- Dziękuję.


II.
Ranek był wyjątkowo pogodny. Mimo jesieni, na dworze było ciepło, wiatr nie dawał oznak swej obecności. Na niebie nie było żadnej chmurki – idealna pogoda, by wspaniale zacząć dzień. Jak zwykle, o szóstej rano, zadzwonił budzik. Ale Hanna tej nocy nie spała. Zastanawiała się nad swoim życiem i nad tym, jak przetrwać w trudnym do zrozumienia świecie. Myślała o rozmowie z Krzysztofem. Była szczęśliwa, ze to tym globie chodzi jeszcze ktoś otwarty na ludzkie problemy. Bo przecież gdyby nie on… nie potrafiła wyobrazić sobie, co by bez niego zrobiła.
Usiadła na łóżku i zaczęła uważnie przyglądać się prezentowi od przyjaciela. Bransoletka idealnie układała się na jej nadgarstku, jakby była wyprofilowana specjalnie dla niej. Niezwykle lekka, z najprawdziwszego srebra. Obok miejsca zapięcia drobne, rubinowe kamyczki układały się w delikatny, błyszczący napis: „I’m With You”. Uśmiechnęła się lekko.
O siódmej – już umyta, ubrana i spakowana do szkoły – zeszła na dół do kuchni. Wszyscy już siedzieli przy stole. Odsunęła krzesło i zajęła swoje miejsce. Rodzice zachowywali się jak gdyby nigdy nic.
- Moja panno – zaczął ojciec. – U nas w domu śniadanie jest PUNKTUALNIE o siódmej. Jest pięć po.
- Wiem tato – odparła szorstko.
- Co ty robisz rano w tej łazience? Nie rozumiem, jak można być tak niepunktualnym. Chwila… Znowu przez całą noc czytałaś!
- Tato, przestań. Nic nie czytałam. Zresztą, o co ci znowu chodzi? Chcesz się kłócić od samego rana?
- Ale czy ja się kłócę? Po co ty w ogóle czytasz?
- Po to, by mieć większe pojęcie o świecie. Kształcić wyobraźnię, zdobywać wiedzę. Uczyć się.
- Doprawdy? Pierwsze słyszę! – z jego ust wypłynęła rzeka ironii.
Hanna spojrzała mu głęboko w oczy. Nie zwróciła się „ty” do niego, lecz wyrecytowała uprzejmie złośliwości pod jego adresem.
- Darek. Darek jest w najwyższym stopniu antypatyczny.
- Że… słucham? – nie zrozumiał aluzji. – Zamierzasz bezkarnie drwić ze mnie? Ja ci pokażę! Co te ksiązki z tobą zrobiły? Wyrzucę wszystkie, co do sztuki! Już ja cię nauczę szacunku!
Takie kłótnie były w tym domu niemalże codziennym rytuałem. Hanna zawsze dzielnie je znosiła. Ale tym razem dziewczyna nie wytrzymała tego. Odsunęła krzesło, wstała i wykrzyknęła tak głośno, jak jej tylko krtanie pozwoliły:
- DOŚĆ!
Osiągnęła zamierzony efekt. Rodzice siedzieli osłupieni, ze wzrokiem wbitym w córkę. Nawet Luiza przestała grzebać łyżeczka w swoim kleiku i przypatrywała się z zaciekawieniem siostrze.
- Dosyć! Dlaczego wszyscy nawzajem traktujemy się jak wrogów? Przecież jesteśmy sobie zupełnie obcy! Tutaj człowiek człowiekowi wilkiem. Czy da się tak żyć? Czy to w ogóle można nazwać życiem?
Odeszła od stołu, chwyciła, książkę, założyła plecak i wybiegła z domu. Wiedziała, że jak wróci po szkole do domu, czeka ją awantura za pyskowanie. Ale była dumna z siebie, ponieważ po roku milczenia wyraziła to, co naprawdę sądzi i czuje w głębi duszy.
W szkole nie dała po sobie poznać, że ma jakikolwiek problem. Panowała nad uronieniem najdrobniejszej łzy, idealnie kamuflowała najdrobniejszą troskę, uśmiechała się przez pryzmat smutku. Aczkolwiek był to uśmiech sztuczny, wymuszony, nic nie warty. Ten prawdziwy, bezcenny – widział tylko Krzysztof.
Zaczęła się lekcja języka polskiego. Ledwie pan Grzechowski wszedł do klasy, a już zaczął się harmider. Uczniowie głośno rozmawiali, nie zważając na obecność nauczyciela w klasie. Istotnie tak wyglądała każda lekcja w tej klasie.
- Dziś – zaczął – zrobimy sobie luźną lekcję i porozmawiamy o książkach.
Jednak jego słowa nie zrobiły wrażenia na nikim. Zwrócił się do jednej z uczennic:
- Masz może jakąś ulubioną książkę?
- „Mały Książę” – odparła dziewczynka.
Klasa przerwała rozmowy, by wybuchnąć głośnym śmiechem. Hanna zrozumiała, iż uważają się za poważnych, a książkę biorą jako bajkę dla dzieci, nie mając pojęcia o tym, że jest również powiastką filozoficzną. Podniosła rękę.
- Tak, słucham Cię?
Hanna wstała z miejsca.
- Dlaczego się śmiejecie? Czy powodem jest wasz brak wyobraźni? Dwa światy – dzieci i dorosłych – kontrastują ze sobą. Moim zdaniem chcecie być na siłę dorośli i pokazać, jacy to jesteście odważni. Jeśli naprawdę tę książkę uważacie za śmieszną, oznacza to jedynie, że dojrzaliście i straciliście całe swoje bogactwo wewnętrzne, całą wrażliwość. Nie zauważyliście, ze owy utwór przedstawia wiele myśli filozoficznych? Czy naprawdę chcecie zrezygnować z poznawania świata na rzecz próżności, żądzy władzy, braku wyobraźni, chciwości i materializmu? Nie lepiej jest pozostać dzieckiem? Przecież dzieciństwo jest takie piękne.
Klasa ucichła. Z zainteresowaniem i skupieniem przyglądali się Hannie. Nawet pan niespecjalnie wiedział, co odpowiedzieć. Tak dojrzałe wnioski u piętnastolatki?
- Haniu – wydusił w końcu nauczyciel – widzę, że masz na ten temat dużo do powiedzenia. Powiedz mi, jaką książkę obecnie czytasz?
Hanna wyciągnęła z plecaka niewielką książkę i położyła ją przed sobą na ławce.
- „Pachnidło” autorstwa Patricka Süskinda? – zapytał.
- Tak – odpowiedziała. – Akcja utworu toczy się w osiemnastym stuleciu, epoce niezwykle genialnej i odrażającej. W epoce, o której mowa, miasta wypełniał wprost niewyobrażalny dla nas, ludzi nowoczesnych, smród. Wtedy to urodził się Jan Baptysta Grenouille, który…
- Haniu – przerwał jej – nie kazałem ci streszczać książki, a jedynie odpowiedzieć na moje pytanie. No więc dobrze, masz może jakąś ulubioną publikację?
- Jak najbardziej.
- A jaką?
- „Dżuma”.
W tym momencie klasa oniemiała. Jakim cudem pozycja bibliograficzna, z którą problemy mają licealiści, i którzy na nią przeklinają, może być ulubioną książką zwykłej piętnastolatki?
- A czy nie jest to aby zbyt mądra książka, jak na osoby w twoim wieku.?
Hanna odpowiedziała krótko:
- Nie ma mądrych książek. Są tylko ludzie, którzy w pełni potrafią je zrozumieć.
- Tak więc, po co czytasz trudne książki? Żeby komuś zaimponować?
- Czy pani zdaniem, dzisiejszej młodzieży można zaimponować tym, ze czyta się książki?
W klasie zapanowała głucha cisza. Zza okien dobiegały
świsty gwizdka jednego z wuefistów. Hanna usiadła, wyprostowała plecy i uśmiechnęła się do kolegów. Zadzwonił dzwonek na przerwę, lecz wszyscy siedzieli na swoich miejscach wpatrzeni w dziewczynę. Wzięła torbę i wyszła z klasy, pozostawiając uczniów ze swoimi rozważaniami. A sam magister Grzechowski w swojej dwudziestopięcioletniej karierze zawodowej nie zetknął się z tego typu buntem. Buntem, który można nazwać przełamaniem bariery między prawdą a odwagą. Walki, której nauczył ją Krzysztof.

III.
Hanna siedziała przed salą biologiczną, w dalszym ciągu oddana lekturze „Pachnidła”. Zaczytana, nie spostrzegła nawet, że ktoś obserwuje ją od dłuższego czasu. Dopiero w drugiej połowie przerwy zauważyła, że ten ktoś zagląda jej przez ramię.
- Cześć, co robisz? – zapytał tajemniczy głos.
Odwróciła się. To była Kinga – klasowa „gwiazda”, która zawsze była ubrana w najmodniejsze ciuchy i dyktowała szkolną modę. Zawsze modna, otoczona olbrzymim gronem koleżanek, które śmiało możnaby nazwać zagorzałymi fankami, ponieważ chciały być takie jak ona.
- Czytam, nie widzisz? – odpowiedziała jej niezbyt uprzejmie, po czym wróciła do przerwanej lektury.
Kinga zastanawiała się, co odpowiedzieć. Wyraźnie było widać, że kombinuje coś pod nosem. Po chwili namysłu odpowiedziała niezdecydowanie:
- Tak się składa, że ja również interesuję się literaturą, w szczególności science fiction.
Hanna uniosła głowę znad książki. Bez zastanowienia, ale też z lekkim niedowierzaniem zaczęły rozmowę. Kinga uważnie słuchała jej opowiadań o literaturze, pisarzach, poszczególnych tytułach i zagadnieniach – przynajmniej takie sprawiała wrażenie. Gdy skończyła mówić, zauważyła w jej oczach coś jakby ulgę. Ale szybko ją zakamuflowała szerokim uśmiechem i zapytała:
- W sobotę urządzam imprezę. Rodzice wyjeżdżają do dziadków i będę mieć dom dla siebie. Może wpadniesz?
Ta nagła propozycja zaskoczyła Hannę. Nikt nigdy nie zapraszał jej na jakiekolwiek przyjęcia, a tu z nagła taka oferta ze strony koleżanki?
- Jeśli nie chcesz lub nie masz ochoty, to powiedz, zrozumiem. Ja cię do niczego nie zmuszam. Chciałam się jedynie zakolegować – dodała po chwili milczenia.
Hannie wydawało się to dość dziwne, a zarazem podejrzane. Przecież już trzeci rok chodzi do tej klasy, a dopiero teraz ktoś ją zauważył? Miała nieodparte wrażenie, iż Kinga ją najzwyczajniej w świecie okłamuje. Jednak przełamała się i zgodziła.
- Dobrze – w jej głosie tkwił cień niepewności i podejrzeń.
- Wyśmienicie! – wykrzyknęła Kinga. – To w sobotę u mnie o osiemnastej. Do zobaczenia!
Rozległ się dzwonek na lekcje. Odeszła w stronę korytarza. Hanna wyczuwała coś w tym zachowaniu. Podejrzewała coś, choć sama nie potrafiła określić co i dlaczego. Przeczuła, że mogą zacząć się przez nią kłopoty. Ale zaprzestała rozmyślaniom, gdyż doszła do wniosku, iż jej podejrzenia są bezpodstawne. Wróciła do lektury, lecz przerwała ją po przyjściu nauczyciela. Wchodząc do klasy myślała o Krzysztofie. O tym, że jest dobrym i otwartym człowiekiem, którego możnaby ze świecą szukać. Znalazła.
Wracając do domu przypatrywała się uważnie najbliższemu otoczeniu i mijanym przez nią ludzi. Jak zwykle – zabiegani, ze swoimi troskami, nie zwracali uwagi na piękno świata. Co chwilę w pośpiechu sprawdzali godzinę na zegarze poznańskiego ratusza lub zaglądali do portfelu. Materializm przysłaniał im prawdziwy obraz miasta.
Nagle ktoś klepną Hannę w ramię, wyrywając ją z własnego świata osobistych doznań. To znów była Kinga.
- Hej! – dziewczyna krzyknęła jej wprost do ucha. – Masz może czas?
- Zależy na co – odpowiedziała jej bez entuzjazmu.
- Musisz mi pomóc. Muszę napisać coś o twórczości Camusa, a ty zdaje się jesteś dobra w te klocki. Pomogłabyś? Bardzo Cię proszę!
Hanna pomyślała, że w sumie nie ma nic do stracenia. Rodziców nie obchodzi to, o której wraca do domu. Bardziej interesują ich tematy, na jakie mają zamiar się dziś pokłócić. Zrobiła krok w stronę Kingi. Nie odpowiedziała jej. Jedyne, co zrobiła, to kiwnęła głową na znak, że zgadza się jej pomóc. Szły w milczeniu przez parkową alejkę pełną wilgotnych liści i niewielkich kałuży. Spomiędzy chodnikowych płyt miejscami wystawały kępki pożółkłej trawy, a słońce zostało przysłonione przez opary pochodzące z pobliskiej fabryki. Droga do domu Kingi nie była długa; dziewczyna mieszkała po drugiej stronie parku. Iza chciałaby powiedzieć: „To tutaj”, lecz nie musiała. Zwyczajnie pokazała palcem przed siebie.
Widok był imponujący – wielki dom jednorodzinny, pokryty śnieżnobiałym tynkiem, z ogromnym tarasem i pięknym ogródkiem. W tym ogrodzie było mnóstwo drzew i suchych krzewów owocowych, a pośrodku stał wbity w ziemię biały parasol. Z tyłu stałą zielona altana, wokół której rozciągał się pas z doniczkami. Zapewne wiosną znajdowały się w nich piękne, różnobarwne kwiaty. Hanna pomyślała, że skoro jesienią ten ogród jest taki piękny, to jak wspaniale musi wyglądać latem! Brakowało w nim jedynie krzesełka i książki.
Kinga wprowadziła Hannę do swojego mieszkania. Była zaskoczona imponującym wyposażeniem mieszkania – mnóstwo obrazów, piękne kanapy, drogie sprzęty. W każdym kącie stały dorodne, zielone fikusy, na podłogach leżały miękkie dywany, a nad oknami wisiały przepiękne zasłony w odcieniu błękitu. Była pod wrażeniem.
Lokatorka nacisnęła złocistą klamkę na wielkich, białych drzwiach oblepionych plakatami zespołów rockowych i pchnęła je. Zaprosiła koleżankę do środka. Ów pokój nie różnił się niczym innym od pokoju zwyczajnej nastolatki, jednak swoim indywidualnym stylem nie pasował do reszty mieszkania. Nieposkładane łóżko, na nim rozsypane kosmetyki, obok rzucone w pośpiechu ubrania. Ściany pełne plakatów, biurko z komputerem, brązowy stojak z płytami obok. Naprzeciwko beżowego fotela znajdowały się półki, a na nich dosłownie wszystko: kremy, dezodoranty, płyty, odtwarzacze, bielizna. Jednym słowem, w pomieszczeniu był gigantyczny bałagan. Ale nie to było najdziwniejsze. Hanna dotychczas nie zauważyła w domu Kingi żadnej, nawet najcieńszej książki. Usiadła na brzegu łóżka i wyciągnęła notes.
- No to zaczniemy?
- Naturalnie! – Kinga usiadła obok niej, rozsuwając puder i tusz do rzęs na bok.
Hanna zaczęła opowiadać jej o „Dżumie”. Mówiła o niej jako studium psychologii, trudności zrozumienia zawartych w niej ludzkich zachowań. Kinga uważnie wszystko notowała; Przynajmniej takie odnosiła wrażenie. Co chwilę jednak przerywały, ponieważ zaczynały śmiać się z rzeczy oczywistych – przejęzyczenia lub literówki. Można było powiedzieć, że przy pracy doskonale się bawią. Zaczęły się dogadywać gestami, bez pomocy słów.
- Natychmiast po premierze „Dżumę” okrzyknięto jedną z najbardziej humanistycznych książek w historii literatury – dyktowała Hanna. – Dostrzeżono w niej nie tylko reminiscencje wojennych doświadczeń pisarza, ale uniwersalną opowieść o nieodkrytej naturze człowieka.
- A wiesz coś może o ekranizacji tego dzieła?
- Owszem. W 1992 roku „Dżuma” została zekranizowana, lecz reżyser przeniósł akcję z Oranu do Ameryki Południowej.
- Zanotowane. Wiesz, chętnie napisałabym więcej, ale chyba już wystarczy. Tych parę stron, które mi podyktowałaś, wystarczą w stu procentach. Naprawdę, bardzo ci dziękuję.
- Nie ma za co – odparła skromnie. – Od tego ma się przyjaciół.
Zakryła usta. W odniesieniu do Kingi użyła właśnie nieodpowiedniego słowa. Spuściła wzrok na perski dywan.
- Przyjaciół? – zapytała. – Dlaczego nie? W sumie, mogłybyśmy się zaprzyjaźnić.
Hanna popatrzyła na Kingę, robiąc przy tym zdumiona minę i wielkie oczy. Wiedziała, ze proponowanie przyjaźni po jednym dniu bliższej znajomości jest dość podejrzane i nasuwa niejasne wnioski. Przecież na wypowiedzenie tych słów miała aż trzy lata! Więc czemu dopiero teraz? Ale z drugiej strony, miały wspólną pasję. Teoretycznie… Wyciągnęła do niej rękę. Kinga uczyniła to samo. Obie podały sobie dłonie na znak rozpoczętej przyjaźni. Po chwili znów wybuchnęły śmiechem. Gdy były razem, wszystko wydawało się jej śmieszniejsze, weselsze, pogodne.
- Wiesz co – Hanna ochłonęła właśnie po kolejnym napadzie śmiechu – sprawdźmy, czy poprawnie napisałaś tą notatkę o Camusie. Zacznij czytać.
Kinga podniosła z ziemi notesik i czytała to, co wcześniej podyktowała jej Hanna:
- Albert Camus urodził się w 1913 roku w Algierii. Jego ojciec zginął w bitwie pod Marną, a matka – Hiszpanka – była analfabetką i pracowała jako służąca. Ukończył liceum, studiował filozofię i kulturę antyczną. Atak gruźlicy, na którą cierpiał, przekreślił jego marzenia o karierze sportowej. Debiutował…
Nie skończyła. W tym momencie zadzwonił telefon Hanny. Na wyświetlaczu widniał napis: Krzysztof. Odebrała.
- Tak? – zapytała.
- Witaj Haniu – natychmiast wyczuła płynącą z jego ust troskę. – Jak się czujesz?
- Dobrze, wszystko w porządku.
- Nie, dziękuję. Ale to miło z twojej strony, ze się o mnie troszczysz.
- No wiesz, w końcu jesteśmy przyjaciółmi. Słuchaj, a może byśmy się spotkali, powiedzmy w sobotę?
Hanna pamiętała, że na sobotę jest umówiona z Kingą.
- Nie mogę w sobotę. Idę z rodzicami i Luizą do cioci. Wybacz, nie mogę teraz rozmawiać. Zadzwonię później.
Rozłączyła się. Skłamała. Nawet nie chodzi tu o samą złowieszczą czynność, lecz o to, kogo okłamała. Oszukała swojego najlepszego przyjaciela. Siedziała teraz cichutko, wpatrzona w jeden z podartych plakatów. Uśmiech zniknął z jej twarzy, zbladły jej dołeczki w policzkach. Grzywka opadła na wilgotne od zimnego potu czoło. Przymknęła oczy i zacisnęła usta. Żałowała. Kinga wlepiła w nią wzrok, nie mając pojęcia, co się stało, ani jak się odezwać.
Po dłuższej chwili przerwała kotłowaninę myśli w swojej głowie.
- Czytaj dalej.
Dziewczyna bardzo niechętnie wlepiła wzrok w kartkę. Wydawało się, że robi to z przymusu.
- W 1956 roku opublikował głośną powieść „Upadek”. Rok później został posiadaczem literackiej Nagrody Nobla.
Znów zadzwonił telefon. Lecz tym razem odpowiedziała jej głucha cisza.
- Słucham?
Nikt się nie odezwał.
- Halo?! – dziewczyna zniecierpliwiła się. Tym razem jednak usłyszała głos:
- Mam nadzieję, że wiesz, co robisz.
Połączenie zostało przerwane.
- Kto mówi?! – odpowiedział jej jedynie krótki, miarowy sygnał. Zadała pytanie retoryczne. Wiedziała, ze to był Krzysztof. Domyślił się.
Wstała z łóżka, chwyciła pospiesznie plecak i bez słowa wyjaśnienia wyszła z pokoju. Kinga nie starała się nawet jej zatrzymywać. Odetchnęła z ulgą. Wyraźnie coś ukrywała. Tylko co? Hanna była jednak skupiona na drodze do domu i o słowach Krzysztofa. Bała się teraz spojrzeć mu w oczy czy poprosić o cokolwiek. Wstyd malował się na jej twarzy. Wiedziała, że można kupić dosłownie wszystko, oprócz jednej rzeczy. Zaufania. Aby je zdobyć, trzeba włożyć w swoje działania dużo serca i pracy. Zburzyła je.

IV.
Rodzice znów nie zauważyli jej późnego powrotu. Zajęci kolejną bezsensowną sprzeczką nie usłyszeli nawet, jak ich córka przechodzi obok nich, wchodzi po schodach do swojego pokoju i głośno trzaska drzwiami. Byli zwyczajnie oderwani od realnego świata. Hanna rzuciła się na łóżko. Leżała tak i myślała o tym, co zrobiła. Zadawała sobie w kółko te same pytania: „Jak mogłam to zrobić? Jakim prawem go okłamałam? Czym sobie na to zasłużył?” Wiedziała, że kłamstwo było drobne, ale mimo wszystko było Krzysztof na nie zasłużył na nie. Poczucie winy spędzało jej sen z powiek. Nie mogła się na niczym skupić. Wszystko wokół przypominało jej o Krzysztofie. Spojrzała na rękę – bransoletka lśniła, uspokajając jej wewnętrzną bójkę z samą sobą. Przymknęła oczy, by pomyśleć. Zasnęła.
Miała sen. W zasadzie jej wyobraźnia miała tak szerokie horyzonty, że codzienny sen przynosił obrazy marzeń. Ale ten sen był inny niż wszystkie dotychczasowe. Znajdowała się właśnie przed dwoma bramami. Jedna z nich była szeroka, w stylu barokowym – złote framugi i maleńkie rzeźby świadczyły o panującym w niej przepychu. Druga z nich zaś była niska, wąska, z zaroślami, cierniami i pajęczynami. Ta brama przykuła jej uwagę. Nad nią bowiem wisiał drewniany patyk, a na nim jej bransoletka. W oddali stała przymglona postać łudząco podobna do Krzysztofa. Ściągnęła bransoletkę i wkroczyła do złotej bramy.
Obudziła się o ósmej. Bransoletka była na swoim miejscu. Jednak o Krzysztofie nie pamiętała. Sen uważała za nic nie znaczący, ale gdy schodziła ze schodów na dół, zastanawiała się, dlaczego akurat był taki? Nie zrozumiała go. Weszła do kuchni. Na zimnych kafelkach leżał rzucony w pośpiechu długopis, a na lodówce widniała kartka z napisem: „Jesteśmy na zakupach. Będziemy o 14. Rodzice”.
„Czyżby było lepiej?” – uśmiechnęła się. – „To ich pierwsze wspólne zakupy od bardzo dawna”. Otworzyła okno, by wpuścić nieco świeżego powietrza do kuchni. Nie spojrzała jednak na ogródek i na szczegóły pobliskiego otoczenia. Myślała jedynie o wieczornej imprezie u Kingi.
Mijały godziny, a Hanna szykowała się do wyjścia. Założyła swoje najlepsze jeansy, najładniejszą bluzkę oraz starannie dobrała biżuterię: wiszące, czarne kolczyki i naszyjnik z kryształem górskim. Nie mogło też zabraknąć bransoletki. Według dziewczyny, podkreślała jej delikatne uczucia.
„Jeszcze tylko drobne poprawki…” – prowadziła ze sobą monolog, pociągając czarne kreski pod oczami – „…i gotowe!” Po raz pierwszy podobała się sama sobie. I nie chodzi tu wcale o makijaż i ubiór – odkryła w sobie nowe „ja”. Coś, co może w końcu wyróżnić ją z tłumu. Ogółem stała się „nową Hanną”. Ale czy nowa, to znaczy lepsza?
Wyszła z domu dwadzieścia minut przed czasem. Ściemniało się już, lecz nie było całkiem ciemno. Ptaki powracały do swoich gniazd, drzewa szumiały, a wiatr porywał suche liście i unosił je nisko nad ziemią. Zaczął padać deszcz. Obróciła się. Między drzewami zobaczyła stojącego Krzysztofa. „Wydaje mi się” - pomyślała. Przyśpieszyła kroku, by dotrzeć do Kingi jak najszybciej. Gdy wychodząc zza rogu zobaczyła dom przyjaciółki, zaczęła biec. Padało coraz mocniej. Zziajana zadzwoniła do drzwi. Po chwili Kinga stanęła w progu i uśmiechnęła się szeroko. Hanna znów poczuła w swoich skroniach tą sztuczność.
Weszła do przedpokoju. W całym domu panował istny chaos. Wszędzie leżały porozrzucane przeróżne części garderoby, śmieci, zeszyty. Wkroczyła do salonu, gdzie na poplamionej kanapie siedziały trzy dziewczyny. Były ubrane tak samo: krótkie spódniczki, czarne tenisówki i bluzki na ramiączkach. Nie ruszyły się nawet z miejsca, by ją powitać.
- Dziewczyny, to Hanna – Kinga pokazała palcem na gościa.
- Cze – odparły naraz. Kinga pokazywała teraz na każdą z nich i mówiła do Hanny:
- To jest Martyna, Anka i Karolina. Jednak nie lubią, kiedy nazywa się je po imieniu. Tak więc mów im Wega, Mist i Ein.
- Oczywiście – odparła.
- No, to brakuje jeszcze dwóch osób.
Nie musiała długo czekać. Gdy skończyła wypowiadać to zdanie, dźwięk dzwonka rozległ się w salonie. Kinga wyszła przywitać pozostałych gości. Chwilę później oczom Hanny ukazał się widok chłopaka i dziewczyny.
- To Alicja i Oskar – Kinga wprowadziła ich do pokoju. – No to jesteśmy w komplecie. Zaczynamy!
Puściła głośną muzykę, a zaproszeni goście weszli na parkiet. Tańczyli, śmiali się i wygłupiali. Jedynie Hanna siedziała z boku. Wpatrywała się w Kingę. Teraz, w swoim środowisku – otoczona koleżankami - zachowywała się zupełnie inaczej, niż na szkolnym korytarzu. Wydawała się jej zupełnie plastikowa, nie mająca w życiu celu. Nie wyglądała na kogoś, kto nieprzerwanie czyta książki. Zresztą nie widziała u niej żadnej z nich. Czyżby to tylko gra pozorów? Ale w jakim celu ją oszukała? Nie zwracała na nią uwagi, po cichu obgadywała ją z dziewczynami. Myślała także o tym, co zobaczyła po drodze. „Może to jakiś znak? O co w tym wszystkim chodzi?” – wewnętrzny monolog nie dawał jej spokoju. Chciała wyjść bez słowa, lecz Oskar usiadł obok niej.
- Co tak sama siedzisz? – zapytał.
- Siedzę razem ze swoimi problemami.
- A! – krzyknął tak, jakby z nagła jakaś idea uderzyła mu do głowy. – Wiem, czego ci trzeba. Wega, Mist, Ala i Kinga usiadły obok nich na kanapie. Oskar wyciągnął z kieszeni małą torebkę pełną białych tabletek. Hanna nie tak wyobrażała sobie imprezę. Czyżby nie mogli bawić się bez tego? Odsunęła się od Oskara. Mierzyła swoim wzrokiem w Kingę, która była wyraźnie zainteresowana sytuacją. Jednakże widziała w niej tylko oszustkę. W szkole udawała zainteresowaną literaturą tylko po to, by ją tu zaprowadzić i upokorzyć przy znajomych. Wiedziała bowiem doskonale, że Hanna nie weźmie tych tabletek do ręki, przez co stanie się pośmiewiskiem, ponieważ będzie uważana za tchórza. Czekało ją zaskoczenie.
Hanna wzięła tabletkę z ręki Oskara i szybko połknęła. Sama nie do końca wiedziała, po co i dlaczego to zrobiła. W każdym razie nie odczuła żadnych negatywnych zmian. Wręcz przeciwnie – zgromadzeni z zainteresowaniem rozpoczęli z nią rozmowę. Dziewczyna sypała żartami jak z rękawa, wszyscy byli pod wrażeniem. Zapomniała o bożym świecie i o tym, że jeszcze przed chwilą miała jakiekolwiek wątpliwości co do Kingi. Poczuła się w końcu ważna. Czy słusznie?
Ktoś zadzwonił do drzwi. Kinga wstała z sofy, by otworzyć. Była przerażona – myślała, że to rodzice wrócili wcześniej. Jednak po chwili wróciła, z wyrazem głębokiej ulgi na twarzy. Usadowiła się wygodnie w fotelu i odetchnęła.
- Hanka – powiedziała – to do ciebie.
„Do mnie? Jak to?” – myślała zbliżając się do drzwi. Delikatnie nacisnęła klamkę i wyszła na zewnątrz. Obok różanego krzewu stał Krzysztof. Jego kroki dudniły między kroplami deszczu.
- To tu mieszka twoja „ciocia”? – zapytał drwiącym głosem zbliżając się do Hanny.
- Ja… - nie wiedziała, co mu odpowiedzieć – ja ci wszystko wyjaśnię.
- Nie musisz, wszystko wiem.
Hanna, zmieszana, spuściła wzrok na ziemię. Krzysztof kontynuował:
- Powiedz mi tylko jedno – popatrzył się w niebo. – Dlaczego to zrobiłaś?
-Dlaczego się zmieniłam? – zaczęła. - Wtedy byłam zwykłą, nic nie znaczącą dziewczyną. Ale teraz już nią nie jestem. Zresztą, kogo wtedy obchodziłam? Czy dla kogoś coś znaczyłam? Czuję, że wtedy byłam nikim, a teraz jestem kimś! – w istocie sama nie wiedziała, co mówi. Krzysztof spojrzał w jej zamglone oczy.
- Dla mnie. – Hanna skupiła na nim swoją uwagę. Krzysztof stał spokojnie z rękoma splecionymi za plecami. – Zmieniłaś się, owszem. Ale nie na lepsze. Zanim zaczęłaś udawać kogoś, kim nie jesteś, zanim wybrałaś nieodpowiednią ścieżkę, zanim zaczęłaś kłamać. Wtedy właśnie byłaś kimś, to teraz jesteś nikim. Byłaś sobą.
Hanna przypomniała sobie swój sen. Dopiero teraz zrozumiała jego przesłanie. Widocznie wybrała złą bramę i podążyła niewłaściwą drogą. Krzysztof wypowiedział już tylko jeden, jakże trafny cytat:
- Dla całego świata możesz być nikim, dla kogoś możesz być całym światem.
Dziewczyna chciała coś powiedzieć, lecz tabletka, którą zażyła, zaczęła działać. Osunęła się na kolana, a deszczowe krople pokryły jej twarz. Jednak nim całkowicie odurzona straciła świadomość, dobiegła ją myśl – Kinga ją oszukała, a Krzysztof stracił do niej zaufanie. Spojrzała na niego jeszcze raz. Chłopak przyglądał się jej nadzwyczaj spokojnie. Przymknęła ciężkie powieki i bez wyrazu cierpienia na twarzy uderzyła głową o mokrą trawę. Straciła przytomność.

V.
Ranek. Słońce wypijało kałuże z ostatniej ulewy. Piękne, błękitne niebo rozciągało się ponad horyzontem, a lejące się z niego żółte światło obudziło Hannę. Znajdowała się w swoim pokoju, na swoim łóżku. „To tylko zły sen” – pomyślała. Wstała i podeszła do lustra. Jednak była ubrana w te same spodnie i bluzkę. Na twarzy miała makijaż; tusz do rzęs był nieco rozmazany. Kolczyki, pierścionki i naszyjnik były na swoich miejscach. Brakowało jedynie bransoletki…
Schodząc na dół po schodach z lekkim lękiem zastanawiała się nad tym, co się stało. Straciła przytomność u Kingi, a obudziła się u siebie. Nie wiedziała, co o tym myśleć. Na dole zauważyła tatę ubranego w swój płaszcz, zakładającego szal.
- No nareszcie jesteś! Razem z mamą wychodzimy do cioci Ady, musisz zająć się siostrą – po tych słowach uśmiechnął się i pochylił w stronę progu, by zajrzeć do łazienki. – Milenko, pospiesz się! Jesteśmy spóźnieni!
„Milenko?” – Hanna starała się powstrzymać śmiech. To zdrobnienie brzmiało dla niej dość śmiesznie. Może dlatego, że dawno tego nie słyszała. Ale to był dobry znak. W końcu wychodzą gdzieś razem. Burza przeszła bokiem!
- Już idę, Darku! – jej mama, wystrojona i elegancko ubrana wyszła z łazienki. – Haniu, obiad jest w lodówce, pieniądze na blacie w kuchni. Zajmij się Luizą. Będziemy dzwonić.
Wyszli. Hanna dopiero teraz mogła parsknąć śmiechem. Śmiechem szczęścia, bo nareszcie wszystko było dobrze. Luiza z uwagą przyglądała się jej zachowaniu. Mimo dwóch latek, odczuła, co oznaczało zachowanie jej siostry. Cieszyła się razem z nią. Hanna podeszła do niej, uśmiechnęła się do niej szeroko i pokazała otwartą dłoń. Luiza uderzyła małą piąstką o jej rękę, pokazując przy tym swoje malutkie, białe ząbki. Zakończył się trudny rozdział w ich życiu.
Nadeszła pora spaceru. Hanna wyruszyła z siostrzyczką do parku. Posadziła ją w piaskownicy razem z innymi dziećmi, a sama usiadła na ławce. Na „ich” ławce, w „ich” miejscu. Naprzeciwko Jezioro Maltańskie, gładkie jak tafla lodu, wydawało się jej nadzwyczaj spokojne. Tego spokoju nie zmącił nawet lekki podmuch jesiennego wiatru. Dzieci radośnie krzyczały i ganiały się po parku. Widok ich uśmiechniętych twarzyczek niezmiernie cieszył Hannę. Od teraz najmniejsze szczęście człowieka, nawet małego, było także jej szczęściem. Wyciągnęła książkę i poczęła ją uważnie czytać. Tak dawno tego nie robiła. Z każdym zdaniem powracała do dawnej „siebie”.
„Ale noc była również we wszystkich sercach – czytała – i prawda oraz legendy, jakie powtarzano sobie na temat pogrzebów nie były tego rodzaju, żeby podnieść na duchu naszych współobywateli”. Wtem usłyszała głos zza pleców:
- „Należy bowiem mówić i pogrzebach i narrator za to przeprasza” – to było kolejne zdanie w tej książce. Hanna odwróciła się. Zobaczyła Krzysztofa.
Chłopak usiadł obok niej i popatrzył jej głęboko w szare oczy. Jednak ona nie mogła tego znieść. Czuła wstyd.
- Żałujesz? – zapytał.
-Zauważyłeś… Żałuję, bardzo. Gdybym tylko mogła przesunąć wskazówki zegara… - łzy napłynęły jej do oczu.
- Zauważyłem. Wierz mi, dobrze widzi się tylko sercem. Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu.
Hanna uśmiechnęła się przez łzy. Bardzo lubiła, kiedy Krzysztof mówił do niej trafnymi cytatami. Chciała go zapytać, czy jej wybaczy. Nie musiała - wyczytał jej to z twarzy. Uśmiechnął się do niej, ponieważ poznał, że dziewczyna żałuje i znów jest sobą.
- Znam cię doskonale, a tak naprawdę poznaje się tylko to, co się oswoi. Jestem za ciebie odpowiedzialny.
Spojrzała na niego zdumiona.
- Uważasz, że mnie „oswoiłeś”? – spytała zaciekawiona. Jednak nie musiała czekać na odpowiedź. W tej samej chwili zrozumiała, co miał na myśli.
- Jeżeli mnie oswoiłeś, będziemy się nawzajem potrzebować. A ty stałeś się odpowiedzialny za coś, co oswoiłeś. Za mnie.
W końcu uśmiechnęła się największym, najszczerszym i najpiękniejszym uśmiechem. Krzysztof jedną rękę położył na jej ramieniu, drugą zaś włożył do kieszeni i wyciągnął z niej małe pudełko, które jej po chwili wręczył. Hanna w myślach zastanawiała się, cóż to może być. Otworzyła. W środku znajdowała się piękna bransoletka. Była po stokroć piękniejsza od poprzedniej. Krzysztof chciał jej coś powiedzieć, lecz dziewczyna zakryła mu usta dłonią.
- Nic nie mów. Mowa jest źródłem nieporozumień.
Założyła na nadgarstek swój prezent, któremu uważnie się przyjrzała. Była szczęśliwa jak nigdy dotąd. Objęła Krzysztofa ręką i jak dawniej biegła wzrokiem przez jezioro i pobliską łączkę. Śledziła nimi bawiącą się w piaskownicy Luizę, rosnące obok tulipany i krzewy dzikiej róży. W lekkim blasku słońca połyskiwał napis na bransoletce: „Przyjaźń nie zna granic”.

_________________
Life is to short so take the time and appreciate.


sob kwie 12, 2008 2:08 pm
Wyświetl profil WWW
Post 
przeczytałem z zaciekawieniem, ciekawa historia, wedlug m,nie wcale nie przeslodzona, brawo Haniu, masz talent, powinnas go wykorzystac :)


sob kwie 12, 2008 9:05 pm
Szajkowiec

Rejestracja: sob sie 26, 2006 3:28 pm
Posty: 7560
Post 
Od razu rzucilo mi sie w oczy to, jakim cudem dziewczyna na dworze do 23:00 czytala ksiazke. Wtedy, nawet latem pod latarnia, jest juz bardzo ciemno. :)
A tak poza tym niezle. Tu i tam jakies stylistyczne poprawki bym naniosla, bo mi sie dziwnie czytalo. Oprocz tego mam wrazenie, ze akcja za szybko biegnie. Bohaterka to jest 'dobra', zaraz ni stad ni zowad robi sie 'zla' i od razu rozumie swoj blad. W zyciu wszystko dzieje sie troche wolniej. :)
Ogolnie takie bajkowe troche. Zwyciestwo dobra nad zlem. Szybkie zrozumienie bledu. Kilka slow i zdecydowana poprawa sytuacji w rodzinie. Czysta przyjazn...

Cos w sobie masz. Przyjemnie sie czyta.

_________________
"Tread softly... because you tread on my dreams."


sob kwie 12, 2008 9:52 pm
Wyświetl profil
Szajkowiec
Awatar użytkownika

Rejestracja: ndz kwie 29, 2007 5:56 pm
Posty: 15495
Lokalizacja: Wielkopolska
Post 
Haniu, jak na gimnazjalistke jest naprawde niezle :)

ale ze sama twierdzisz, ze im wiecej krytyki, tym lepiej, to prosze uprzejmie:

w zasadzie glowna rzecz, ktora mi przeszkadzala - czasem mialam wrazenie, ze 'zlepiasz' cytaty, tworzac z nich wlasny tekst, wlasna narracje. juz pomijajac ta ostatnia rozmowe glownej bohaterki z krzysztofem - bardzo duzo malego ksiecia, pojawil sie Stachura... no nie wiem, moze taki byl Twoj zamiar, ale chwilami odbieralam to tak, ze bierzesz cudze mysli i skladasz z nich swoja wlasna calosc.

sama historia faktycznie slodka, i motyw dosyc oklepany oraz calkowicie przewidywalny. troche tak jak w tych jedno-dwustronicowych historyjkach w pisemkach dla nastolatek - nie moglam pozbyc sie tego wrazenia niestety, przez caly czas czytania. sama stylistyka i sposob pisania, skladnia itd chyba jeszcze ten efekt potegowaly. i z mojego punktu widzenia bylo to raczej niekorzystne wrazenie.

w zasadzie ostatnia rzecz - i tu juz sie czepiam - same postacie. jakies takie.... plaskie. malo glebi, zachowania i emocje im towarzyszace opisane w taki sposob jakby malo rzeczywisty. odebralam to tak, jakbys pisala w oparciu o inne tego typu historie. nie masz wlasnych doswiadczen, ani ogolnego doswiadczenia tudziez wiedzy psychologicznej (czy jak to tam nazwac, bo sama za dobrze nie wiem jak to ujac) by przekonujaco odmalowac skomplikowana psychike bohaterow, slowa, emocje, gesty towarzyszace opisanym sytuacjom. taka przemiana jak napisala Agnes, z 'dobrej' na 'zla' i zrozumienie bledu itd w rzeczywistosci nie odbywa sie tak szybko, gladko i bezbolesnie. jest to skomplikowany proces, i nie zdarza sie 'ot tak'. ale jest to zdecydowanie nierowne, sa kawalki lepsze, ktore odebralam bardziej realistycznie, oraz takie ktore na moje odczucie byly jakby sztuczne. i znowu - wrazenie sklejania z kawalkow. jakbys ze znanych Ci historii, z ich fragmentow zbudowala cos wlasnego, wstawiajac swoje 'laczniki'.

aha, no i jeszcze absolutna przewidywalnosc - czytajac o tym zaproszeniu do Kingi juz wiedzialam jak ta impreza sie potoczy, bedac na oklamaniu Krzysztofa - bylam przekonana ze skoczy sie to tak jak sie skonczylo itd. no ale moze rowniez taki byl Twoj zamiar.

chyba za mocno pojechalam, i staralam sie doczepic do wszystkiego, co w jakikolwiek sposob mi 'nie lezalo' :?

ale generalnie jest ok :)

PS. rozumiem ze akcja toczy sie w Poznaniu - Krzysztof jest studentem skandynawistyki, mamy Malte itd. znasz to miasto, ze akurat tam umiescilas swoich bohaterow?

_________________
Abonent niedostępny być może do odwołania.


sob kwie 12, 2008 10:19 pm
Wyświetl profil
Grupa trzymająca władzę
Awatar użytkownika

Rejestracja: sob sie 26, 2006 3:42 pm
Posty: 24905
Lokalizacja: Za Wielka Woda
Post 
no i ja nie wiem. bo tak. z jednej strony pamietam siebie z czasu kiedy wlasnie mialam faze na opowiadanka... i te tematy byly bardzo zblizone. i wszystko jest fajnie, bo cos w tym wszystkim jest... ALE takie dwie rzeczy:
1. za duzo watkow. i to sie w pewnym momoencie jakos miesza dziwnie i ja osobiscie odnosze wrazenie jakby sie gdzies petlilo i jakby Autorka nie bardzo wiedziala co z tym wszystkim zrobic zeby wszystko jakos sie skonczylo...
2. jezyk glownych postaci. Haniu, moim zdaniem za bardzo sie starasz brzmiec powaznie i dostojnie. cale opowiadanie wiele by zyskalo gdyby glowna postac mowila jezykiem odpowiednim dla jej wieku... ja nie mowie o przeklenstwach, ja mowie o sposobie wyslawiania sie.

no i moje prywatne zdanie na temat malego ksiecia:

Hanusia pisze:
Jeśli naprawdę tę książkę uważacie za śmieszną, oznacza to jedynie, że dojrzaliście i straciliście całe swoje bogactwo wewnętrzne, całą wrażliwość.

ja uwazam ze jest akurat kompletnie odwrotnie: do malego ksiecia wlasnie trzeba dorosnac i dojrzec zeby w pelni go zrozumiec.

podsumowujac: Haniu, pisz jak najwiecej, ale nie staraj sie byc na sile powazna czy dorosla. pisz tak jak czujesz, jak myslisz, nawet probuj pisac nie zastanawiajac sie zbytnio nad pieknym doborem slownictwa. probuj np. nagrywac swoje mysli a potem je spisywac, bo moim zdaniem opowiadanie traci duzo jesli je na sile wygladzasz i w usta nastoletnich bohaterow wkladasz slowa i slownictwo doroslych ludzi...
ale to moja taka prywatna opinia i prywatna rada jest tylko :)

_________________
* * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * *
"zycie jest za krotkie by zyc byle jak..."
* * *
"Love is better than anger. Hope is better than fear. Optimism is better than despair. So let us be loving, hopeful and optimistic. And we’ll change the world."/Jack Layton/


sob kwie 12, 2008 11:32 pm
Wyświetl profil WWW
Szajkowiec
Awatar użytkownika

Rejestracja: ndz kwie 29, 2007 5:56 pm
Posty: 15495
Lokalizacja: Wielkopolska
Post 
Serdunio, z tym Malym Ksieciem bardzo sluszna uwaga :) tez mi to 'nie zagralo'... po mojemu tez wlasnie dziecko widzi tylko bajeczke o malym chlopcu, a dopiero dojrzaly czlowiek (nie mylic z doroslym, bo bywa ze te pojecia nie ida w parze) jest w stanie dostrzec drugie dno i glebszy wymiar tej ksiazki.

_________________
Abonent niedostępny być może do odwołania.


sob kwie 12, 2008 11:45 pm
Wyświetl profil
Awatar użytkownika

Rejestracja: sob sie 26, 2006 3:33 pm
Posty: 141
Lokalizacja: oels
Post 
Dziękuję za krytykę.
Ale nie wymagajcie ode mnie za wiele, bo nie jestem pisarką, tylko gimnazjalistka :P

Cytuj:
PS. rozumiem ze akcja toczy sie w Poznaniu - Krzysztof jest studentem skandynawistyki, mamy Malte itd. znasz to miasto, ze akurat tam umiescilas swoich bohaterow?


Nie. Tak poprostu - padło na Poznań =D

_________________
Life is to short so take the time and appreciate.


ndz kwie 13, 2008 9:50 am
Wyświetl profil WWW
Post 
Hej, też przeczytałam twoją pracę. Podoba mi się. Jest taka pełna... buntu i marzeń. A i jeszcze jedno krtań mamy chyba tylko jedną :wink:
Hanusia pisze:
Ale tym razem dziewczyna nie wytrzymała tego. Odsunęła krzesło, wstała i wykrzyknęła tak głośno, jak jej tylko krtanie pozwoliły:


ndz kwie 13, 2008 12:32 pm
Szajkowiec
Awatar użytkownika

Rejestracja: pt lis 09, 2007 5:09 pm
Posty: 4045
Lokalizacja: lublin
Post 
nie bede oceniac stylu bo sama mialam z tym w szkole klopoty,napisze szczerze,z serca:naprawde ogromnie mi sie podobalo,bardzo zyciowe,przyznam sie(choc niechetnie),ze przy lekturze jakos dziwnie wilgotno mi sie zrobilo na policzkach.

_________________
-To już nie chcesz rozbebeszać worków?-wyzłośliwiła się słodko Alicja.


ndz kwie 13, 2008 4:37 pm
Wyświetl profil
Awatar użytkownika

Rejestracja: sob sie 26, 2006 3:33 pm
Posty: 141
Lokalizacja: oels
Post 
Miło mi to słyszeć :D

Dziękuję jeszcze raz :D

_________________
Life is to short so take the time and appreciate.


ndz kwie 13, 2008 7:45 pm
Wyświetl profil WWW
Grupa trzymająca władzę
Awatar użytkownika

Rejestracja: sob sie 26, 2006 3:42 pm
Posty: 24905
Lokalizacja: Za Wielka Woda
Post 
Hanusia pisze:
Ale nie wymagajcie ode mnie za wiele, bo nie jestem pisarką, tylko gimnazjalistka

ale mozesz byc kim zechcesz, trening czyni mistrza :)

_________________
* * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * *
"zycie jest za krotkie by zyc byle jak..."
* * *
"Love is better than anger. Hope is better than fear. Optimism is better than despair. So let us be loving, hopeful and optimistic. And we’ll change the world."/Jack Layton/


ndz kwie 13, 2008 8:58 pm
Wyświetl profil WWW
Awatar użytkownika

Rejestracja: sob sie 26, 2006 3:33 pm
Posty: 141
Lokalizacja: oels
Post 
Dziękuję ^^ Ale chyba zostanę przy kynologi ;)

No to wysyłam.

_________________
Life is to short so take the time and appreciate.


pn kwie 14, 2008 2:33 pm
Wyświetl profil WWW
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Odpowiedz w temacie   [ Posty: 39 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1, 2, 3  Następna

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów

Szukaj:
Przejdź do:  
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group.
Designed by STSoftware for PTF. sem pozycjonowanie stron seo phpbb3 styles